Ani przez chwilę nie wątpiła, że to porywaczka, więc nie krzyczała; wolała nie

dlaczego mnie nękasz? Po co? Kim jesteś i czego chcesz?
więcej.
trafiłeś właśnie po takich telewizyjnych bzdurach. – Za dobrze go znała. – Znasz zasady.
Zobaczyła, że w kieliszku zostało jeszcze trochę martini, i wypiła. Pętla na szyi raz
– Cholera – zaklął i wsiadł do dżipa.
pojawił się cień uśmiechu.
Czy krócej?
aby widzieć parking, i rozsiadł się na niewygodnym krześle.
oddech. Chciał ją pocałować. Była tego pewna. Po plecach przebiegł jej dreszcz podniecenia. Adam pochylił się i musnął ustami jej czoło. - Trzymaj się. - Otworzył drzwiczki. - Ty też. - Wspięła się na palce i przybliżyła swoją twarz do jego twarzy. - Dziękuję za wspaniały wieczór. - Pocałowała go szybko w usta i wsiadła do samochodu. Kiedy stał bez ruchu, zaskoczony, zatrzasnęła drzwi, przekręciła kluczyk w stacyjce i wrzuciła bieg. Pomachała mu na do widzenia i ruszyła przed siebie. We wstecznym lusterku zobaczyła, że Adam wciąż stoi w tym samym miejscu pod latarnią. Uśmiechnęła się zadowolona. Nigdy by się nie podejrzewała o taką śmiałość, a tu proszę! Zrobiła coś, na co dawna Caitlyn na pewno by się nie odważyła. I strasznie jej się to podobało. Berneda otworzyła zamglone oczy. Rozejrzała się zdezorientowana. Gdzie ona jest? Wokół panowała dziwna cisza, z korytarza sączyło się słabe światło. Powoli zdała sobie sprawę, że leży w szpitalu, w niewygodnym łóżku, podłączona do jakichś rurek. Umysł miała zmącony, myśli jej się mieszały, wiedziała tylko, że chce wrócić do domu. Do rodzinnej posiadłości, która kojarzyła jej się z lepszymi czasami, do własnego pokoju, do własnego łóżka. Chciała, żeby zajęta się nią Lucille. Lucille była cierpliwa i miła, w przeciwieństwie do tych szorstkich młodych ludzi, którzy poszturchiwali ją, przekładali i jeszcze nazywali to opieką medyczną. Co ona robi w tym pokoju? Kolejny atak? Tak... z pewnością. Jej umysł pracował bardzo leniwie. Widziała jak przez mgłę, z trudem rozpoznając kształty. Wszystko było dziwnie zniekształcone. Oblizała usta, język miała spuchnięty. Musieli podać jej silne leki. Spać. Tak, spać. Już chciała zamknąć oczy, gdy dostrzegła ruch przy drzwiach. Ktoś poruszał się bezszelestnie niczym kot. Kobieta. Pewnie kolejna pielęgniarka. Kolejne tortury. Znowu jakiś zastrzyk albo mierzenie ciśnienia. Kobieta podeszła bliżej, a Berneda poczuła nagle, że coś jest nie tak. Mrużąc powieki, wytężyła wzrok. Kobieta wyjęła coś zza pleców, a potem, ze zwinnością jadowitego węża, rzuciła się do ataku. Przycisnęła poduszkę do otwartych ust Bernedy. Staruszka chciała krzyczeć, ale tylko zamachała rękami jak marionetka. Kobieta była silna, przerażająco silna. Berneda próbowała jeszcze walczyć o oddech, ale daremnie. Przeszył ją ostry ból. Zaraz się udusi. Schorowane serce tłukło się niespokojnie w piersiach. Nie! To nieprawda! Kto chciałby ją zabić? Kobieta jeszcze mocniej ucisnęła jej pierś i przykryła poduszką nos. Płuca Bernedy trawił ogień. Tuż przed śmiercią zobaczyła twarz morderczyni. Znajomą, zniekształconą twarz. - Jestem Atropos - wyszeptała ochryple do ucha Bernedy. - Nadszedł twój koniec. Rozdział 23 Adam obudził się zdyszany, zlany potem, z erekcją. Odrzucił kołdrę i poszedł do łazienki. Śniła mu się Caitlyn, całował ją, dotykał jej, prawie się z nią kochał. Pragnął jej bardziej niż jakiejkolwiek innej kobiety. Ale to był tylko sen. Piękny sen. Caitlyn na leżaku, na pokładzie luksusowej łodzi, całkiem naga. Miała na sobie tylko okulary słoneczne. Patrzyła na niego z figlarnym, kuszącym uśmiechem. Szedł po drewnianym pokładzie, również nagi. Wiedział, że zaraz będą się kochać.
przeraziłeś.
– Co? – Olivia nagle oprzytomniała. Włosy stanęły jej dęba. – Kto mówi?
Ale i tak, z zamkniętymi oczami, odruchowo uniosła podbródek i Bentz się nie oparł. Jej
– Owszem... Gdzieś w dziewięćdziesiątym siódmym – odciął się.
Wnętrze było obskurne. Dwanaście lat temu kowbojskie pamiątki i plakaty z seriali o
próbnik napięcia 12v

Daleko, na krańcu terenu, zobaczył nieduży placyk oznaczony tabliczką: „Tylko dla

tak miało być! – Unosiła zdjęcia wysoko nad głową, strząsała z nich wodę. – O Boże, co ty
ale było warto, o tak. Rację miał ten, kto powiedział, że zemsta najlepiej smakuje na zimno.
wiedział o ich pierwszym razie, na długo przed ślubem.
no credit check loans online instant approval

– No właśnie. Można je porównać z tym, co mamy z molo w Santa Monica. – Pokręcił

– Wiem, wiem. – Hayes westchnął, poluzował krawat pod szyją. – Będziemy obserwować
Zamówienie przyjmował dzieciak na oko szesnastoletni. Robbie, jak głosiła tabliczka
promenadą wzdłuż plaży. Od dawna uważał Santa Monica za ich zakątek; to tam, pod molo,
i need a cash loan immediately

Niespokojny i pełen energii po kilku godzinach nad komputerem, podszedł do

zobaczy jedynie, że ktoś dzwonił z zastrzeżonego numeru, a chciał ją zaskoczyć. Lepiej, żeby
Street, miał go wciąż przed oczami. Znalazł punkt ksero, zrobił kopie zdjęć i aktu zgonu,
Co? Ta myśl przyprawiła go o dreszcz. Znajomego? Oszalałeś? Nie masz nawet
czas pracy 2020